Goniąc czarne jednorożce

Szczerze powiedziawszy, że tym, co zachęciło mnie do kupna tej książki jest drugi człon tego jakże rozbudowanego tytułu. Marketing zrobił tutaj dużą robotę, ponieważ sądzę, że więcej osób właśnie z tego prostego powodu sięgnęło po tę pozycję. Książka nie należy do gatunku zbyt często przeze mnie czytanych. Nie mogę jednak powiedzieć, że żałuję swojej (płytkiej dosyć) decyzji o przeczytaniu. Goniąc czarne jednorożceto świetna lektura dla pasjonatów świata biznesu, a także kompletnych laików jak ja, bowiem głównym przesłaniem jest tutaj czego lepiej nie robić, a to każdemu czasami się przydaje.

Cała historia

„Goniąc czarne jednorożce” opowiada o tym, jak milioner i wręcz celebryta – Marek Zmysłowski, trafił do Nigerii, gdzie praktycznie w mgnieniu oka udało mu się rozkręcić niemały interes w branży IT i osiągnąć ogromny sukces, za którym idą, jak wiadomo, ogromne pieniądze. Jednak za dużymi wpływami i sukcesem można się spodziewać równie wielu wrogów. I to nie byle jakich, a niezwykle wpływowych, którzy układają sobie swoje szemrane interesy z kipiącą od korupcji lokalnej policji. Zmysłowski trafił do Afryki, aby doradzać, budować i inwestować tak, żeby pomóc krajowi, a nawet całemu kontynentowi afrykańskiemu i cóż… Chyba robił to na tyle dobrze, że stał się bardzo niewygodny dla pewnych osób.

Dużo dystansu

Tym co tak bardzo wpasowało się w mój gust jest to, że pan Marek Zmysłowski całą swoją autobiografię prowadzi tonem lekkim i przyjemnym, językiem w pełni zrozumiałym, nawet jeśli dotyczy to sfery biznesu, o której jak już wspomniałam, wiem tyle, co nic. Myślę, że niektóre osoby mogłyby przeczytać „Goniąc czarne jednorożce” aby nauczyć się, chociaż odrobiny dystansu do siebie i tego, co czasami nas spotyka. Zmysłowski tego dystansu ma naprawdę dużo. Ze sporym humorem opowiada o raczej nieprzyjemnych przebojach, które go spotykały podczas budowania swojego biznesu. Nie jest to bowiem książka, która zarzuca nas samymi sukcesami od początku do końca. Nie, pojawiają się tutaj też porażki i niepowodzenia, z których zawsze można się czegoś nauczyć.

Szczegóły i humor

Bardzo podobało mi się również wyważenie pomiędzy szczegółami, które prezentował autor, a humorem, w jaki je przedstawiał. Ani jedno, ani drugie nie traciło w wyniku obecności siebie nawzajem. Cięty język autora sprawia, że książkę czyta się bardzo przyjemnie, a pomimo sporej ilości szczegółowego opisywania historii, czytelnik nie czuje się zmęczony, co w moim odczuciu jest rzadkością.

Dlatego każdemu kto czuje, że utknął w miejscu, nie ma pomysłu co dalej, albo po prostu szuka dobrej lektury gorąco polecam autobiografię Marka Zmysłowskiego.